„Naród wspaniały, tylko ludzie ku***y.” J. Piłsudski

Są kraje na świecie, o których rzadko się słyszy. Nie rodzą się tam wybitni kompozytorzy, filozofowie, naukowcy, lekarze, wynalazcy czy inżynierowie. Nie ma sportowców zdobywających najwyższe laury na arenie międzynarodowej. Ot, takie miejsce, gdzie człowiek się rodzi, żyje i umiera. Ale Polska jednym z nich nie jest…

Nie jest też krajem, w którym umiemy tworzyć „mit”. Na przestrzeni kilku dekad świat zachwycił się kilkoma Polakami. Ale to świat. Bo myśmy się wcale nie zachwycili naszymi rodakami. My widzimy „prawdę” o tych „bohaterach”, że kradną, kłamią, że się za często myją (czyli coś mają na sumieniu) albo za rzadko (więc śmierdzi na salonach). Bo my wiemy jak jest… Więc czym się tu podniecać, że u nas komunizm padł bez jednego wystrzału? Cóż takiego wielkiego, że facet wymyślił laser? A ci kompozytorzy – toż tego się słuchać nie da! A że świat się zachwyca? Bo „gupi som” i się na muzyce „nie znajom”. Węszę tu nawet niezły interes, bo jeśli ktoś chciałby wynająć ekipę, która skutecznie obrzydzi jakiegoś bohatera… Nie znajdzie nigdzie lepszej niż w Polsce! Ale czy ktoś potrzebuje takiej ekipy?



Przeraża mnie pan, który z rozbrajającą szczerością mówi mi, że on nie ma czasu na normalna pracę, bo tyle donosów dostaje, że ledwie nadąża sprawdzać, które są prawdziwe, a które wyimaginowane.

Przeraża mnie pani, która z katolickim współczuciem i pewnością dogmatu stwierdza: „Widziała pani te zdjęcia w gazecie? Toż to ku***a jest! Jak nic się za pieniądze puszcza. Albo i za darmo!”.

A po drugiej stronie jest szczery i otwarty chłopak, który mówi mi: „Wiesz, mi się to przytrafiło przez przypadek. Nie planowałem żadnej kariery. Tak wyszło. Ale jak poczytałem w gazetach i na portalach o tym, co i z kim robię, zacząłem rozumieć jak strasznie kłamliwy obraz tworzą media. Ja nie miałem żadnego z tych romansów, o których pisali. Od lat mam tę samą dziewczynę, kochamy się i jesteśmy szczęśliwi…”

A ja z uporem powtarzam tylko: liczba twoich wrogów jest miarą twojego sukcesu. Trzeba robić swoje i wiedzieć czego się chce.

Ale jest coś, na co chciałam zwrócić waszą uwagę. Ostatnio wydarzyły się dwie rzeczy. Szpak wrzucił na you tube swoje życzenia dla siostry, a Natasza Urbańska puściła nową piosenkę z teledyskiem. Skutek obu wydarzeń był podobny – sfora puściła się w pogoń. Ale reakcja Michała oraz Nataszy były zupełnie inne i… zupełnie inne były ich skutki. Natasza z Januszem zauważyli, że jesteśmy mało wyedukowani, nie znamy się na sztuce i nie umiemy prawidłowo ocenić dzieła, które stworzyli. Innymi słowy – bronili się przed falą nienawiści tak jak uważali za stosowne. Co zrobił Szpak? Troszkę nieprzyzwoicie olał internetowy hejt, skorzystał z zaproszenia do telewizji śniadaniowej i zorganizował konkurs na najlepszy cover jego życzeń dla siostry… A teraz o skutkach. Rolowanie jest coraz bardziej nienawidzone i… coraz częściej oglądane i słuchane. Twórcy coraz bardziej się tłumaczą. Ludzie nienawidzą i oglądają. Jadu i żółci coraz więcej i więcej… Szpak pokazał środkowy palec wszystkim nadętym i dalej śmiał się z tego, co i tak było dla śmiechu. Wyszła z tego fajna zabawa, trochę ludzi powygłupiało się przed kamerkami, a masa ludzi miała z tego ubaw. Nienawiści coraz mniej, uśmiechu coraz więcej…

I tylko jedna rzecz jest smutna. Kiedy Szpak pokazał „jak to się robi” media straciły całkowicie zainteresowanie sprawą. Dlaczego? Bo wyszło coś fajnego? Bo zamiast nienawiści pojawiła się zabawa? Bo z nasienia skandalu zrodziło się coś pozytywnego? Natasza i Janusz dalej tłumaczą, dlaczego ludzie nie rozumieją ich dzieła – są emocję, obrażanie, złość, nienawiść – jest medialne zainteresowanie.

Czyli… jak powiedział Marszałek.

I tu jest miejsce, w którym mój poukładany świat lekko się fałduje. Bo coś zawiodło, coś nie działa tak jak powinno. Ja uważam, że każdy ma prawo robić to, na co ma ochotę, z kim ma ochotę i kiedy ma ochotę – dopóki nie krzywdzi innych ludzi i nie łamie prawa. Chcesz robić hermetyczną sztukę – super. Chcesz robić podły pop – super. Chcesz być błaznem – super. Chcesz być mędrcem – rewelacja. Ale…

Żeby być mędrcem trzeba posiadać wiedzę i doświadczenie. Żeby być błaznem, trzeba umieć rozśmieszać ludzi. Kłopot w tym, że przeciętny człowiek nie do końca wie, co jest mądre i nie do końca wie, co jest śmieszne. Ale przecież są media – media, które wiedzą i „zawsze mówią prawdę”. Więc te media pokazują nam jak na dłoni, kto jest mądry a kto śmieszny. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że te media… kłamią. Ludzie decydujący o tym, co nam pokazać, nie posiadają wiedzy i doświadczenia pozwalającego ocenić, co jest śmieszne, a co jest mądre. Więc dla nich bezpiecznie jest iść tropem „wysokich emocji”, bo nawet jeśli to wcale nie mądre czy śmieszne, na pewno poruszające i prawdziwe… Tak kończy się historia o tym jak buduje się świadomość społeczną. Świadomość sztuki, estetyki, wartości, ideałów, autorytetów. Ja nie uważam, żeby świat był zły, wręcz przeciwnie – widzę w nim szansę i nadzieję. Nawet jeśli to co robimy ma doprowadzić do zagłady ludzkości – powiedzmy sobie szczerze, nie będzie to żadne novum. Ani my pierwszy ani ostatni gatunek co wyginie. Tylko ja osobiście mam taką niczym nie uzasadnioną potrzebę trzymania się od tego z daleka. Czemu? Nie wiem. Może tylko po to, żeby lepiej spać? A może po to, żeby nie wstydzić się własnego odbicia w lustrze.

Fajne jest to, że tak łatwo zapominamy. Zwróciliście kiedyś na to uwagę? Kiedy się jest chorym to bardzo dobrze człowiek pamięta jak się czuł, kiedy był zdrowy. Ale kiedy jesteśmy zdrowi, to bardzo ciężko przypomnieć sobie, jak to było w chorobie. A może warto pamiętać? Może warto zawsze mieć w pamięci ten moment, kiedy ktoś oskarżył cię niesprawiedliwie – jak się wtedy czułeś? Może warto mieć w pamięci ten moment, kiedy ktoś powiedział, że to co zrobiłeś jest nic nie warte – chociaż włożyłeś w to całe serce… Co wtedy czułeś? Może warto mieć w pamięci ten moment, kiedy ktoś powiedział ci: „Ja nigdy bym tak nie postąpił”, a ty pomyślałeś – ale nie wiesz dlaczego… Jak się wtedy czułeś?

Nigdy nie byłam hejterem. Nie wiem dlaczego tak się robi. Być może to jedyny sposób na załatwienie jakichś swoich spraw – cierpienia, frustracji, niemocy, nieumiejętności – czegoś co sprawia, że musimy być pełni nienawiści i niechęci. Jeśli tak – to zaczynam rozumieć dlaczego jesteście, chociaż nadal tego nie akceptuję i nigdy akceptować nie będę, bo w moim świecie obowiązuję życzliwość i bycie „na tak”.
Trwa ładowanie komentarzy...