Jak nauczyć się ładnie umierać?

Żyjący nie rozmawiają o śmierci. Bo po co? Nasza śmiertelność jest dowodem nietrwałości, a nietrwałość jest najczęściej przyczyną cierpienia. Łatwiej udawać, że to nas nie dotyczy.

W ostatnim czasie dużo wokół mnie umierania. Umierają związki. Umierają idee. Umierają piękni ludzie. Kiedyś pisałam o dojrzałości emocjonalnej i widzę dzisiaj, że właśnie umieranie jest dobrym sprawdzianem jak odrobiłam lekcję z dojrzałości.


Żyjemy w kulturze i czasach, które śmierć spychają na margines. Nie umiemy przeżywać żałoby. Nikt nam już nie pokazuje, że śmierć jest równie ważnym i elementarnym składnikiem życia co narodziny, pierwsza miłość, wschód i zachód słońca. Oddalamy się od niej. Nie znamy jej. Nie rozumiemy, więc budzi w nas coraz większy lęk. Ale czy nie jest tak, że bardzo wiele rzeczy, które dawniej – jeszcze w pokoleniu naszych rodziców były tak zwyczajne i normalne, dzisiaj stają się „odkryciami”? Co się takiego wydarzyło, że nagle pojawiły się szkoły rodzenia? Dawniej ich nie było i wszyscy sobie radziliśmy. Wiedza o tym jak opiekować się dzieckiem i sobą w tym czasie przechodziła z pokolenia na pokolenie w sposób naturalny. Nikt nie zwracał na to większej uwagi. Byliśmy dużo bliżej siebie – pokolenie po pokoleniu. A przez to byliśmy także dużo bliżej starości i umierania. Dzisiaj już tak nie jest.

Nie chcę tego oceniać. Tak po prostu jest i coś to ze sobą niesie. Ja widzę w tym szansę. Widzę szanse w tym, że każdy z nas – na własną odpowiedzialność zaczyna w pewnym momencie szukać odpowiedzi. Zaczyna szukać sposobów na pogodzenie się z życiem i ze śmiercią. Szuka sposobu na to, żeby wypełnić swoje życie czymś więcej niż tylko kultem młodości, piękna i hedonizmu. Nie idziemy tą samą utartą ścieżką. Zadajemy pytania. Szukamy już nie tylko wśród mądrości naszego domu, sąsiedztwa i kościoła – szukamy w całym świecie. W jego jasnych i ciemnych zakamarkach – ale szukamy. Moje własne doświadczenia pokazują mi, że ta „jasna” strona życia potrafi wcale nie być dobrą stroną i wyrządzić wiele złego. Tak jak złudna bywa ciemna strona, z której po czasie można wynieść więcej dobrego niż się tego spodziewaliśmy.

Zadawajmy pytania. Szukajmy odpowiedzi nawet wtedy, kiedy wszyscy mówią, że to takie proste – jeśli Twoje serce nie godzi się na tę prostą odpowiedź, znaczy to ni mniej ni więcej, że ona nie jest Twoja. Że gdzieś w głębi siebie czujesz, że jest coś jeszcze co chcesz wiedzieć. Poszukiwanie i dążność niosą ze sobą rozwój. Ja wiem, że czasem ten rozwój wcale na początku nie wydaje się atrakcyjny. Czasem trzeba wiele stracić, żeby dotrzeć do tego co wartościowe. Ale warto, bo nagrodą jest nasze własne szczęście.

Myślę o tym co nazwalam „umieraniem” i widzę jak bardzo naiwni jesteśmy udając, że przemijanie nas nie dotyczy. Jak bardzo krzywdzimy samych siebie wystawiając się na cios w ostatecznym momencie zamiast przygotować się do zmian i wykorzystać je dla siebie. Zmiana jest integralną częścią świata. Wszystko co nas otacza zmienia się. Ja wiem, że często budujemy nasze poczucie bezpieczeństwa na podstawie założeń, że coś będzie trwało, ale czy to jest mądre? Czy nie lepiej nauczyć się żyć akceptując zmienność wszystkiego, co nas otacza i nas samych? O ile mniej wtedy w naszym życiu rozczarowań. O ile mniej pokus, żeby zrzucać odpowiedzialność za nasze życie na los, innych ludzi, świat i jego niesprawiedliwość – ile mniej pokus, żeby zejść z drogi człowieka, który sam o sobie może powiedzieć, że jest dojrzały emocjonalnie.

Niewielu jest dzisiaj ludzi, którzy mają odwagę mówić o umieraniu tak, że może się ono jawić jako coś pięknego. Jako przejście. Wydarzenie w drodze, którą wszyscy podążamy. Nie mam pojęcia co jest dalej. Nie wiem nawet czy dalej jest cokolwiek. Ale staram się życia nie wartościować przez pryzmat strachu przed śmiercią, a przez zachwyt, który można w nim odnaleźć, przez szczęście jakiego możemy zaznać, przez to, że życie jest możliwością ciągłego rozwoju. Ktoś ostatnio skomentował jeden z moich wpisów, że zachwycać się światem można, jak już się spłaci kredyt. Rozumiem to. Dużo w tym gorzkiej prawdy. Ale to w niczym nie zmienia piękna świata. W niczym też nie przeszkadza, jeśli uznamy że warto się rozwijać, warto uczyć czym życie jest naprawdę – bo spłacanie kredytu jest tylko skutkiem zauroczenia promowanym modelem życia, a nie esencją nieszczęścia. Może warto szukać? Ja wierzę, że warto. Chociaż mi także trudno jest dźwigać zobowiązania, którym nadal nie mogę sprostać. Ale wiem, że nadal żyję, wiem że nadal – każdego dnia idę w dobrym kierunku. Idę szczęśliwa, co nie znaczy, że beztroska – ale każdego dnia jestem o krok bliżej. I to drobne działanie każdego dnia przybliża mnie coraz bardziej do celu. Myślę, że nasze życie właśnie tak powinno wyglądać – powinniśmy skupiać się na tym, co mamy do zrobienia tu i teraz, w ramach możliwości, które mamy dzisiaj. Nie wolno zapominać o celach większych i bardziej odległych, ale jeśli za mocno skupimy się na nich, to wcześniej czy później przyjdzie frustracja i zwątpienia, a jeśli przez chwilę się zastanowimy, to okaże się, że byliśmy tak bardzo zajęci rozmyślaniem o tych celach, że nie mieliśmy czasu zrobić czegokolwiek, żeby się do nich przybliżyć.

Nie wiem co będzie jutro. Nie wiem co będzie za rok. Ale jedno jest pewne – wszyscy kiedyś odejdziemy z tego świata. Ja chcę mieć pewność, że wykorzystałam mój czas najlepiej jak mogłam. Dlatego każdego dnia żyję ze świadomością, że mogę nie mieć już następnego. Każdego dnia jestem wdzięczna, że mogę znów doświadczać życia. Każdego dnia powoli uczę się jak umierać ładnie.
Trwa ładowanie komentarzy...